Hetman w szponach Gryfa

 To nie był mecz, o którym Mariusz Sokołowski będzie po latach z wypiekami na twarzy  opowiadał swoim wnukom, ale historycznego zwycięstwa nad Hetmanem Zamość nikt nigdy Gryfowi Gmina Zamość już nie odbierze. Zespół Sebastiana Luterka wygrał przy KJ 8 2:1 (2:1) i po trzech kolejkach ma na koncie cztery punkty.

W początkowym kwadransie na boisku widać było sporo niedokładności. Obu ekipom nie można było odmówić ambicji, ale bramkarze nie mieli za wiele do roboty. Nie powinno to dziwić z tego powodu, że w obu ekipach było sporo dobrych znajomych, a to zawsze potęguje motywację. Jarosław Ostaszewski i Przemysław Gałka jeszcze przed paroma miesiącami przywdziewali barwy Gryfa, a spora grupa graczy gości ma w sowim piłkarskim CV występy w Hetmanie.

W 21 min. z prawego skrzydła udało się wreszcie przedrzeć Bartłomiejowi Panasowi, który przytomnie wycofał piłkę tuż za linię szesnastki. Mocnym strzałem popisał się Adrian Cymerman, ale przymierzył pół metra za wysoko. W 27 min. Hetman wykonywał rzut wolny, Przemysław Gałka uderzył z głowy, a w zamieszaniu podbramkowym piłka przypadkowo trafiła Dawida Dobromilskiego i wpadła do siatki. Gospodarze z premierowego trafienia w rozgrywkach cieszyli się niespełna dwie minuty. Przemysław Dębicki dośrodkował ostro z wolnego, a Damian Baran główką z pięciu metrów doprowadził do wyrównania. Bajanek miał także udział przy kolejnym trafieniu, gdy świetnie obsłużył Bartłomieja Panasa, któremu pozostało tylko z kilku metrów skierować piłkę do siatki.  Chwilę wcześniej świetnie zachował się Kamil Woźniak, odbierając piłkę rywalowi na trzydziestym metrze. Gryf poszedł za ciosem i jeszcze przed przerwą mógł zamknąć mecz. Najpierw bliski szczęścia był Dawid Dobromilski, który uprzedził interweniującego Jakuba Wyłupka, ale uderzenie głową kapitana Gryfa było minimalnie niecelnie. Po chwili w sytuacji sam na sam znalazł się Bartłomiej Panas, lecz posłał piłkę tuż obok słupka. Okazję do zdobycia bramki stworzyli również gospodarze, ale Patryk Dobromilski pokazał, że Thibautem Courtois łączy go nie tylko wygląd.

Po zmianie stron mecz długimi fragmentami przypominał już listopadową niepogodę. Hetman niby próbował doprowadzić do wyrównania, ale brakowało mu wyraźnie jakości. Goście natomiast kończyli swoje akcje na trzydziestym metrze przed bramką rywala. Wyjątkiem była 78 min., gdy prawym skrzydłem popędził Kamil Woźniak i wycofał piłkę na ósmy metr. Nadbiegający Wojciech Żukowski huknął mocno, ale … no cóż, w rugby jakieś punkty z tego by były, w piłce nożnej trybuny jedynie jęknęły z zawodu.

W końcowych minutach nic ciekawego nie miało już miejsca i Gryf zasłużenie, choć po trudnym meczu, zaksięgował trzy punkty.

– Spodziewałem się, że nie będzie to piękne widowisko, i tak też było.  Hetman był zespołem bardzo mobilnym, który dużo nam przeszkadzał. Widać też było, że w nogach czujemy jeszcze mecz ze Startem, który kosztował nas mnóstwo sił. Tym bardziej chwała chłopakom, że potrafili odwrócić losy spotkania i sięgnąć po trzy punkty – ocenił spotkanie trener Sebastian Luterek. – Chciałbym też w imieniu drużyny podziękować naszym kibicom, którzy licznie stawili się na meczu. Jeżeli gra się na wyjeździe, a po meczu otrzymuje się brawa, to zawsze jest to miły moment.

Już w środę o 17.00 Gryf zagra na wyjeździe z Tanwią Majdan Stary w ramach Pucharu Polski.

W niedzielę o 17.00 do Zawady zawita natomiast Kłos Gmina Chełm w ramach czwartej kolejki hummel IV ligi (gr. lubelska II).

 

 

Hetman Zamość – Gryf Gmina Zamość 1:2 (1:2)

Bramki: 1:0 D. Dobromilski (samobójcza) 27, 1:1 Baran 29, 1:2 Panas 31.

Gryf: P. Dobromilski – Cymerman (75 Magryta), D. Dobromilski, Tomaszewski, Wołoch – Woźniak (89 Fidler), Kierepka (62 Dołba), Żukowski, Dębicki (55 Markowski), Panas – Baran (80 Sałamacha).

Żółte kartki: Cymerman, Żukowski, D. Dobromilski.

Sędziował: J. Bancerz (Lublin)