SIŁA MŁODOŚCI!

Ogromną niespodziankę sprawili swoim fanom gracze Gryfa Gmina Zamość, wygrywając w półfinale Pucharu Polski (ZOZPN) z trzecioligową Tomasovią 3:2 (1:1)!

Sebastian Luterek desygnował do gry w wyjściowym składzie aż ośmiu młodzieżowców i jak się okazało – była to decyzja ze wszech miar trafna! Ale po kolei. Niebiesko – biali równo z gwizdkiem ruszyli do przodu, Gryf zaś rozpostarł zasieki obronne na trzydziestym metrze od bramki, czyhając na kontry. Już pierwsza z nich przyniosła powodzenie, a godna była doprawdy filmowej kamery. Lewą stroną boiska ruszył niczym kierowca bolidu Marcel Myszka. Po rozegraniu efektownej klepki z Damianem Dołbą podciągnął jeszcze ładnych kilka metrów i zagrał do środka boiska. Tam czekał już właśnie Dołba, który w pełnym biegu przymierzył płasko przy dalszym słupku i Karol Krawczyk musiał sięgnąć do siatki. Warto podkreślić, że cała akcja rozegrana została na takiej szybkości, że gdyby tylko w pobliżu był fotoradar, to miałby co pstrykać. Podrażniona Tomasovia przycisnęła, szukając pomysłu na rozmontowanie defensywy miejscowych. Znalazła go w 27 min. Michał Skiba posłał z głębi pola diagonalną piłkę na lewe skrzydło, a Oskar Lasota w sytuacji sam na sam pokonał Patryka Dobromilskiego.  Mimo przewagi w posiadaniu piłki goście nie byli w stanie stworzyć sobie więcej czystych okazji. Największa w tym zasługa jednak czujnie i pewnie grających gospodarzy. Gryf nie tylko odbierał piłki rywalom, ale potrafił również kilkoma szybkimi podaniami wyjść spod pressingu i przenieść ciężar gry na połowę rywali. A tam harował jak wół Damian Dołba, który udowodnił, że zdrowie ma iście… końskie. Gospodarze próbowali też atakować wysoko, co omal nie przyniosło im drugiego trafienia. Tuż przed przerwą aktywny Damian Dołba odebrał piłkę obrońcy TKS, a Kamil Woźniak z dziesięciu metrów minimalnie chybił.

Po zmianie stron goście nadal częściej byli przy piłce i nadal nie mieli pomysłu na jej rozegranie. Świetnie w tyłach znajdowali się Dawid Dobromilski i Wojciech Żukowski, ani na krok nie ustępował rywalom Adrian Cymerman, a Marcel Myszka – wyglądał niczym prawdziwy boiskowy… kocur! Ogromną pracę w środku pola wykonywał też Hubert Sałamacha, a Bartłomiej Panas nękał rywali atakami z prawego skrzydła.W 56 min. Po rzucie rożnym o górną piłkę powalczył ambitnie Przemysław Dębicki, a Patryk Kierepka z bliska huknął do siatki!

Od tego momentu Gryf poczuł się pewniej, a w szeregi Tomasovii zaczęła wkradać się nerwowość. Przyjezdni niezmiennie mieli więcej z gry, ale poza jednym minimalnie niecelnym uderzeniem nie zagrozili bramce bardzo pewnie spisującego się Patryka Dobromilskiego.

W 83. min. Kamil Woźniak zagrał prostopadłą piłkę do Damiana Barana, który ładnie minął na trzydziestym metrze Karola Krawczyka i chwilę później utonął w ramionach kolegów! Tomasovia odpowiedziała błyskawicznie za sprawą celnej główki Patryka Dorosza. Ostatnie minuty to zaciekłe ataki tomaszowian i determinacja Gryfa, który nie wypuścił już wygranej z rąk!

Nic dziwnego, że w obozie miejscowych po końcowym gwizdku zapanowała euforia! Gryf nie tylko bowiem pokonał faworyta, ale przede wszystkim pokazał naprawdę dobrą piłkę.

– Po to właśnie gra się w pucharach, żeby móc rywalizować z takimi zespołami jak Tomasovia. Dzisiaj wierzyliśmy, że stać nas na niespodziankę. Ciężka praca na całym boisku i wiara w końcowy sukces pozwoliła nam to zrealizować. Brawa dla zespołu – cieszył się po końcowym gwizdku trener Sebastian Luterek.

W finale wiosną 2022 r. Gryf zagra z Huczwą Tyszowce.

 

Gryf Gmina Zamość – Tomasovia 3:2 (1:1)

Bramki: Dołba 6, Kierepka 56, Baran 83 – Lasota 27, Dorosz 85

Gryf: P. Dobromilski – A. Cymerman, D. Dobromilski, Żukowski, Myszka – Panas, Woźniak (85 Posikata), Kierepka, Markowski (20 Dębicki, 87 Tomasiak), Sałamacha – Dołba (56 Baran).

Żółte kartki: Kierepka, Dębicki, P. Dobromilski.

Sędziował: K. Gil.